Nostalgii nadszedł czas

Wczoraj wpadł mi do ręki stary aparat, nie była to nowoczesna cyfrowa lustrzanka, ani kilkuletni kompakt. To po prostu stary aparat na kliszę, w stylu pierwszych kompaktów z na stałe wmontowanym obiektywem. Dziś niewielu by zwróciło na niego uwagę. Nie posiada on bowiem żadnych bajerów, nowoczesnych funkcji ani kolorowego wyświetlacza. Nie miał nawet lampy błyskowej. Jedyne, co go wyróżnia, to klapka, pod powierzchnią której mieściła rolka z taśmą. Nie ma w nim niczego, co wymagałoby najmniejszej ilości energii elektrycznej. Nawet kliszę przesuwało się, przekręcając palcem małą korbkę na górnej części obudowy. Kolejna cyferka oznaczała, że klisza przesunęła się na tyle, by nie naświetlić poprzedniego zdjęcia. Obecnie nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, że aparat może działać jak analogowy zegarek, napędzany siłą ludzkich mięśni. Teraz taki aparat musi mieć baterię, musi zasilić cała elektronikę, lampę błyskową i niewielki ekran, na którym wyświetla się obraz przed obiektywem. Skończył się czar patrzenia przez malutkie okienko, za którym ruchomy świat miał nagle zastygnąć na kolejne lata, a może nawet stulecia. Tu wielu może mi zarzucić, że przesadziłem z tym długim okresem. Mimo, iż papierowe odbitki nierzadko pożółkły, wyblakły albo po prostu źle przechowywane obróciły się w pył, jednak wielu z nas do tej pory ma w swoich albumach posiada zdjęcia sprzed wieku. Najlepiej jednak zachowały się fotografie na szkle. Większość z nich, choć wywoływana na tak kruchym materiale, nadal cieszy nasze oczy ,przywołując wspomnienia pierwszych artystów, którzy swoje życie zamiast pędzlowi powierzyli czarnym pudełkom ze szklana soczewką.

Komentarze zamkięte